wtorek, 30 stycznia 2018

Filipiny, nasz inwentarz :)

Witamy

Podejmując decyzję o zamieszkaniu na wyspie nie zdawałem sobie sprawy że zagości w naszym domu jeszcze jakieś zwierze. A jak  przypomnę sobie że poprzedniego psa nam tu ukradli to nadal mam mieszane uczucia.

 Ale gadanie gadaniem a rzeczywistości szybko zweryfikowała moje poglądy, dodatkowo mając dwie córki okazuje się że nie wiele w tej kwestii miałem do powiedzenia ;) .

 Nasz pierwszy nabytek to Rubi, teraz już okazały kocur trafił do nas jak miał może z dwa msc i był w sumie prezentem od Kristiny tz. recepcjonistki z naszego pierwszego hotelu Nordic Inn. Jeśli miałbym wymienić jakieś pozytywy to takie że szybko poszedł swoją drogą a w domu pojawia się tylko na michę :). No i o tym też muszę wspomnieć wieczorem robi ze mną obowiązkowo obchód naszej posiadłości. Jego znakiem rozpoznawczym jest złamany ogon do którego prawie się przyzwyczaiłem ;)





                                      


 Druga w domu pojawiła się Pusia, która to w perfidny sposób w nocy została nam podrzucona na posesje razem z  dwójką rodzeństwa. Wspomnieć należ ze koty były jeszcze ślepe z niebieską błoną na oczach. Jedna siostra nie wytrzymała ciśnienia i sama odeszła (amen) a brat poszedł jak nam się wydawało w dobre ręce. Nie mamy info czy jeszcze żyje. Za to nasza kocica przez pierwsze 3 miesiące tak nam dawała popalić tym swoim miauczeniem o 4 rano że był pomysł dać komuś zlecenie żeby ją killim. Ale na szczęście przeszło jej i to uratowało jej życie :) . Coś ciekawego o niej lubi grzać nam nerki :), a tak to idealnie zgrała się z Kasia obie uwielbiają kuchnie i jedzenie :).



 Trzeci trafił do nas pisak. Dziewczyny wypatrzyły gdzieś na ulicy sukę ze świeżymi szczeniakami. Tak długo wierciły  nam dziurę w brzuchu że ulegliśmy.  Dostał imię Tofik choć dla mnie to imię zupełnie do niego nie pasuje :). Pies dzięki bogu jest tak grzeczny że nie ma się do czego przyczepić nawet biorąc pod uwagę że jest szczeniakiem i czasami zdarzy mu się coś pogryźć. Cała trójka stanowi bardzo zgrana pakę, chociaż na początku były pewne nieporozumienia.



 No i nasz najnowszy nabytek to pięć malutkich kurczaków. Każdy dostał swoje imię i cierpliwie czekamy kiedy zaczną znosić jajka. Na rosół nie ma szans. Dziewczyny zaznaczyły że nam nie pozwolą ich zabić. Poczekamy zobaczymy jak zmieni się ich podejście jak wszystko w koło będzie osrane :).



Ps. po powyższych zdjęciach nie wróży to dobrze

  A żeby uzmysłowić wam po co opisałem nasze zwierzaki które, w sumie są przybłędami a wygrały szczęśliwy los od życia to muszę napisać co tu się dzieje z niechcianymi zwierzętami. Jeśli młode zostaną zakopane zaraz po porodzie to jest ich szczęście ponieważ mają w miarę szybką i humanitarną śmierć jeżeli można tak to nazwać. Najczęściej podrzucane są gdzieś przy drodze w wiadomym celu (na pewno nie adopcji). Te pozostawione przy trasie też można rzec umierają szybko pod kołami pojazdów, gorzej mają zwierzęta odchowane przy suce bądź kocicy a później wygnane z domostwa. Śmierć zagląda im w oczy bardzo powoli, snują się po ulicach jak jakieś cienie. Widok takich zwierząt  nie napawa optymizmem , ale niestety trzeba być twardym  nie wszystkie da się uratować.

Ps. na zdjęciu poniżej następny osesek porzucony koło naszego domu. Zdjęcie tego nie oddaje ale białe glizdy wychodzące z oka i ucha nie wróżą dobrze :( Oczywiście moje dziewczyny nie mogły przejść obojętnie i trafił do nas na odchowanie. Już nawet znaleźliśmy mu nowy dom ale musimy go doprowadzić do stanu używalności przez około miesiąc. No właśnie i tego się boję, bo jak nawet przeżyje to czy po miesiącu go oddadzą?






kontakt do nas
pitchers@hoga.pl
fb/koziolkiwazji